Setting: WCC (Family Court)
Characters: Loni (Ilona), Marc (Marcin), Me (narrator/friend/supporter of Loni), Clerk, Judge
The courtroom is small, with fluorescent lights buzzing above. A quiet tension thickens the air. Loni sits at the front, her hands trembling slightly, her eyes fixed on the floor. I sit beside her. Marc is across the room, too calm. The Clerk calls the case, and we all rise as the Judge enters.
Clerk: Case number 4821 – Loni Kowalska and Marc Nowak. Matters regarding custody and access.
Judge (firm but calm): Please be seated. We are here to consider parental access and responsibilities in the matter of two minor children. Both parties are present. Loni, would you like to begin?
Loni clears her throat, her voice barely above a whisper at first.
Loni: Your Honor... I don’t know how to begin. Marc — he’s not just my ex-partner. He’s the man who made me fear my own home. He’s knocked on my window at midnight, sent me dozens of messages, many I can't even read aloud here. I can’t sleep. I jump at shadows. I’m exhausted, mentally and physically.
She pauses. Her voice gains strength.
Loni: And now he wants more access to the children? Every time he’s near them, I feel like he’s pulling strings again. It’s not just about them, it's about controlling me — still.
Judge: Marc, your response?
Marc (smoothing his suit): Your Honor, Loni is... emotionally unstable. This has been a pattern. I’m not here to argue, but the children love me. They need me. Even the social worker said so. I’m not perfect, but I’m involved — in their school, their health, their routines. I want to co-parent, for their sake.
Loni stiffens beside me. Her nails dig into her palm.
Me (quietly, to Loni): Breathe. You’re doing okay.
Judge (to both): I am not here to relitigate your relationship. But I do hear both of you. The law presumes involvement of both parents is in the child’s best interest — unless there is clear evidence otherwise. Loni, is there documentation of harassment?
Loni (nods): I have screenshots, police reports. I've even changed my number twice.
Clerk: Those documents are on file, Your Honor.
Judge (reviewing briefly): Thank you. Now, to the heart of the matter: the children. No matter how painful this is, no matter how much damage has been done between you — you will have to interact. Handover times, health decisions, school meetings. These are the realities. The goodbye to the relationship doesn’t mean goodbye to all contact. It’s complicated. But necessary.
Me (thinking): That’s the hardest part. That we don’t get clean breaks. We live with the echoes.
Loni: I don’t want to be near him. I don’t trust him. But I won’t stop being a mother. I’ll fight for their peace.
Judge: That is your right and your duty. We will explore supervised handovers, third-party mediation, and clearly outlined communication protocols. This is not about liking each other. It’s about functioning, for the children’s sake.
Marc: I’m willing to cooperate. But I won’t be pushed out of their lives.
Loni’s face is stone, but I know the cost of this moment.
Judge (gavel softly striking once): I will draft a temporary order reflecting these conditions. Both parties will engage with a parenting coordinator and therapy if recommended. Any breach will be grounds for review. Court adjourned.
Outside, the hallway is quiet. Loni leans against the wall, eyes shut, as if trying to breathe through water.
Me: You were brave. I know it doesn’t feel like it now, but you were.
Loni: I thought a breakup would be freedom. I thought once I left, it would be over. But it’s like... a shadow that just shifted shape.
Me: You can’t control him. But you can control how you respond. Every decision you make — it's a step toward a different future. Maybe not perfect, but yours.
Loni (after a long pause): I don’t like anyone right now. Not even myself.
Me: That’s okay. Healing isn’t pretty. It’s messy. But one thing’s clear — you’re still standing.
We walk into the sunlight, both knowing that goodbyes are not always clean. Some are jagged, prolonged — and still, we go on.
Narrator’s Reflection (Me):
We want neat endings. But life doesn’t hand those out. We make decisions — some right, some devastatingly wrong — and we live with them. Loni didn’t choose to be here, but she chose to protect her kids. That matters. That’s power, even if it doesn't feel like it. Some stories don’t end. They evolve. And so must we.
25.07.25 Nie całkiem pożegnanie
Miejsce akcji: WCC (Sąd Rodzinny)
Postacie: Loni (Ilona), Marc (Marcin), Ja (narrator/przyjaciel/wsparcie Ilony), Protokolant, Sędzia
Sala sądowa jest mała, nad głowami brzęczą jarzeniówki. W powietrzu gęstnieje cicha napięta atmosfera. Ilona siedzi z przodu, jej ręce lekko drżą, wzrok wbity w podłogę. Siedzę obok niej. Marcin jest po drugiej stronie sali — zbyt spokojny. Protokolant wywołuje sprawę i wszyscy wstajemy, gdy wchodzi sędzia.
Protokolant: Sprawa numer 4821 — Ilona Kowalska i Marcin Nowak. Dotyczy opieki i kontaktów z dziećmi.
Sędzia (stanowczo, ale spokojnie): Proszę usiąść. Spotykamy się dziś, by rozważyć kwestie dostępu rodzicielskiego i odpowiedzialności wobec dwojga małoletnich dzieci. Oboje rodzice są obecni. Ilono, chciałabyś rozpocząć?
Ilona odchrząkuje. Jej głos na początku ledwie słyszalny.
Ilona: Wysoki Sądzie... nie wiem, od czego zacząć. Marcin — on nie jest tylko moim byłym partnerem. To człowiek, przez którego zaczęłam bać się własnego domu. Pukał w moje okno o północy, wysyłał dziesiątki wiadomości, wielu z nich nawet nie mogę tutaj przeczytać. Nie śpię. Boję się cieni. Jestem wykończona — psychicznie i fizycznie.
(Pauza. Jej głos nabiera siły.)
Ilona: A teraz on chce więcej kontaktu z dziećmi? Za każdym razem, gdy się do nich zbliża, czuję, że znów zaczyna pociągać za sznurki. Tu nie chodzi tylko o dzieci — chodzi o to, żeby nadal mnie kontrolować.
Sędzia: Marcinie, jaka jest twoja odpowiedź?
Marcin (poprawiając garnitur): Wysoki Sądzie, Ilona... ona jest emocjonalnie niestabilna. To powtarzający się schemat. Nie przychodzę tu się kłócić, ale dzieci mnie kochają. Potrzebują mnie. Nawet pracownik socjalny to powiedział. Nie jestem idealny, ale jestem obecny — w szkole, w kwestiach zdrowotnych, w codziennej rutynie. Chcę współwychowywać — dla ich dobra.
Ilona napina się obok mnie. Jej paznokcie wbijają się w dłoń.
Ja (cicho, do Ilony): Oddychaj. Dobrze ci idzie.
Sędzia (do obojga): Nie jestem tu po to, by na nowo rozstrzygać waszą relację. Ale słyszę was oboje. Prawo zakłada, że zaangażowanie obojga rodziców leży w najlepszym interesie dziecka — chyba że istnieją wyraźne dowody wskazujące inaczej. Ilono, masz dokumentację nękania?
Ilona (kiwa głową): Mam zrzuty ekranu, raporty policyjne. Zmieniałam numer telefonu dwa razy.
Protokolant: Dokumenty są w aktach, Wysoki Sądzie.
Sędzia (przegląda): Dziękuję. Teraz do sedna sprawy — dzieci. Niezależnie od tego, jak bolesne to jest, niezależnie od szkód, jakie wyrządziliście sobie nawzajem — będziecie musieli się kontaktować. Przekazywanie dzieci, decyzje zdrowotne, spotkania szkolne. To rzeczywistość. Pożegnanie związku nie oznacza pożegnania kontaktu. To skomplikowane. Ale konieczne.
Ja (w myślach): To najtrudniejsze — że nie dostajemy czystych zakończeń. Musimy żyć z echem.
Ilona: Nie chcę być w jego pobliżu. Nie ufam mu. Ale nie przestanę być matką. Będę walczyć o ich spokój.
Sędzia: To twoje prawo i obowiązek. Rozważymy nadzorowane przekazania, mediacje z osobą trzecią oraz jasno określone zasady komunikacji. Tu nie chodzi o to, byście się lubili. Chodzi o to, by działać — dla dobra dzieci.
Marcin: Jestem gotów współpracować. Ale nie pozwolę się wypchnąć z ich życia.
Twarz Ilony jest kamienna, ale wiem, jaką cenę płaci za tę chwilę.
Sędzia (delikatnie uderza młotkiem): Sporządzę tymczasowe postanowienie zgodne z ustaleniami. Oboje rodzice zobowiązani są do kontaktu z koordynatorem rodzicielskim i terapii, jeśli zostanie zalecona. Każde naruszenie będzie podstawą do ponownego rozpatrzenia sprawy. Sąd odroczony.
Na korytarzu panuje cisza. Ilona opiera się o ścianę, oczy zamknięte, jakby próbowała oddychać pod wodą.
Ja: Byłaś dzielna. Wiem, że teraz tego nie czujesz, ale byłaś.
Ilona: Myślałam, że rozstanie to będzie wolność. Myślałam, że jak odejdę, to się skończy. A to jest jak... cień, który tylko zmienił kształt.
Ja: Nie możesz go kontrolować. Ale możesz kontrolować, jak na niego reagujesz. Każda twoja decyzja — to krok w stronę innej przyszłości. Może nie idealnej, ale twojej.
Ilona (po dłuższej chwili): Nie lubię teraz nikogo. Nawet siebie.
Ja: I to też jest okej. Leczenie nie jest ładne. Jest chaotyczne. Ale jedno jest pewne — nadal stoisz.
Wychodzimy na słońce, oboje wiedząc, że pożegnania rzadko są czyste. Niektóre są poszarpane, ciągną się — a jednak idziemy dalej.
Refleksja narratora (Ja):
Chcielibyśmy mieć ładne zakończenia. Ale życie ich nie rozdaje. Podejmujemy decyzje — czasem słuszne, czasem tragicznie błędne — i żyjemy z nimi. Ilona nie wybrała tej sytuacji, ale wybrała ochronę swoich dzieci. To ma znaczenie. To jest siła, nawet jeśli tak nie wygląda. Niektóre historie się nie kończą. One się przekształcają. I my razem z nimi.
In the shadowed courtroom of Tings, Adrian sat like a forgotten ornament, silent and still.Bianka had arrived as though caught in a storm she didn’t understand—eyes wide, voice barely a thread—flanked by two elderly British women. One of them hobbled on crutches, her frame sharp and crooked, her face drawn into something between a smirk and a scowl. There was something almost spectral about her, something of the witch from a children’s cautionary tale. She called... Read More
The family court in BSTK echoed with strained silence. The hearing room was neutral, but the air inside was thick with tension. Judge: “This is a hearing regarding shared care arrangements for the children of M.A. and E.A.. The goal is to ensure stability and wellbeing for the children. Now—unless the parties can agree, the court will decide for you.” M.A. sat upright, arms folded, barely hiding his contempt. M.A.: “Your Honour, I have video... Read More
It was difficult to get to the Immigration Tribunal. As usual, waiting for the bus was painful. It might arrive, or it might not, and the waiting itself began to feel like a cruel kind of lottery. The stop was half-broken, the wind sharp, and every passing minute made the trip ahead feel heavier. Finally, the bus popped up over the hill like a miracle with bad timing. I boarded quickly, relieved, but that relief didn’t last. Not long after, the driver pulled to a hard stop and got... Read More
The journey started like many others: a bike ride through morning traffic, cutting across the city towards Central. I was due to interpret in court—routine stuff—but as it often happens in this line of work, the hearing was cancelled at the last minute. No explanation, just a quick note from the clerk. So I left. Thames Magistrates was next. Another assignment, another courtroom. I arrived to find out the defendant had been hospitalized. No interpreting needed. Just like that, I was off... Read More
Przekroczenie dozwolonej prędkości oznacza łamanie prawa w Anglii. W pierwszej kolejności policja wysyła formularz do podejrzanego kierowcy, aby potwierdził, kto siedział za kierownicą. Nieprzekazanie policji danych podlega karze. Oczywiście pojawiają się różne sytuacje. Poczta czasami nie dociera.Sąd wydaje także wyrok, nawet jeśli oskarżony nie stawia się na rozprawie. Odwołanie jest uwzględniane, kiedy ono jest w pewnym sensie uzasadnione po to,... Read More
Nic nadzwyczajnego. Partnerka oskarża męża o przemoc. Są zgłoszenia na policję. Jeśli są jakieś problemy, to koleżanki na pewno cos podpowiedzą. Udało się uzyskać zakaz molestowania: nie wolno rozmawiać na jakiekolwiek tematy z wyjątkiem dzieci. Nadażyła się okazja, aby nagrać, jak ojciec pali fajkę wodną, żeby przyśpieszyć sprawę w sądzie.nagranie na kamerze w telefonie komórkowym zaczęło się. Jej były mąż był zdumiony i chwycił za telefon. Zaczęła... Read More
Śmiała twarz, takie miałem skojarzenie na pierwszy rzut oka. Zaraz po przywitaniu się dowiedziałem się, jak łatwo udało się jemu udowodnić, że pracownicy DVLA nie mieli racji, wysuwając zarzut, że jego pojazd nie ma sprawnego systemu hamulcowego.Przechodząc do rzeczy. Policjantka, przyłapała go, kiedy on trzymał w ręce telefon prowadząc pojazd."Czy posługiwałeś się telefonem?'' ''Chciałem dowiedzieć się, w którym kierunku mam jechać.'' ''Czy wiesz, że... Read More
Duży okrągły stół w małym pokoju i z kilkoma krzesłami. Można rozmawiać, albo też wystarczy samo wsłuchiwanie się. Ta pani dobrze radząca sobie z angielskim mimo mocnego akcentu stara się i zrozumieć, i przekonać, że na horyzoncie są jakieś rozwiązania, ale też trzeba wybrać praktyczne wyjście z sytuacji. W przeciwnym razie pojawią się trudności nie do pokonania. Ojciec , wytatuowany pod sam podbródek, nie godzi się z faktem, że mama dziecka wini go za to,... Read More
I was supposed to appear at the WMC for a preliminary hearing — the purpose was to transfer the case to a higher court. What struck me most was the fact that the first floor was completely empty. Usually, at any time of day, you could see at least a few Polish interpreters around. But today, I was staring into emptiness — and that emptiness felt like a blessing. Miałem stawić się w WMC na posiedzenie wstępne, którego celem było przekazanie sprawy do sądu wyższej instancji.... Read More
A small, slightly unshaven usher called out, “Come here, no one’s working in the office.” I went up to the second floor. Excited, he announced that the interpreter had already been booked. A so-called double booking of interpreters is no surprise — in this world, it’s everyday routine. Dressed in a white shirt and speaking English with clear difficulty, the usher pointed to a chair in the waiting area and told me to wait. I sat down obediently. After about ten minutes, my... Read More
As I approached the court in Chelmsford, I looked around in search of a place that might offer some significance or comfort. A church stood prominently in the middle of the square, surrounded by benches inviting passersby to pause and rest. Then, the imposing façade of the court came into view. I passed through the gate and submitted to the routine security check conducted by the staff. While waiting to be called in by the usher, I happened to overhear a conversation between a... Read More